Październik 24 2019 03:54:06
Nawigacja
Ostatnio na forum
Najnowsze tematy
· Piękno
· Dieta
· szukam na randkę
· Zmiana mieszkania
· Intrygująca wiedza
Najciekawsze tematy
Brak tematów na forum
Ostatnie artykuły
· Komenda Miejska Poli...
· Postanowienie Sądu R...
· Ruch Społeczny im. P...
· Złoty słabszy w I kw...
· Składowisko odpadów ...
Ostanie komentarze
Newsy
Bardzo ciekawy artykuł...
[FREE zip] ZAYN Icaru...
[url=http://publish.ly...
[url=https://emaze.me/...
TIKTOK hack 2019 gener...
TIKTOK hack 2019 gener...
[url=http://vk.com/pag...
[url=http://vk.com/pag...
[url=http://vk.com/pag...
[url=http://vk.com/pag...
CZEŚĆ ICH PAMIĘCI !
W Włoclawku opozycja o...
jestem pewien ze posło...
marsz emerytów robi Da...
Grażyna Przybylska Wendt
[url]http://www.bibula...
Dziś widać ze PIS się ...
[url]https://l.faceboo...
Oby, panie prezesie, oby.
Gdyby tam zostal to uw...

Artykuły
I już nie zostaną osąd...
realista, Twoje słowa ...
Zrugał nas nieco będąc...
Europa zmierza w stron...
warto pielęgnować pamięć
nieprędko poznamy prawdę
ciekawe czy Kisielińsc...
że obwodnica płocka zo...
zgodnie z pismem min.i...
Sąd Rejonowy w Sochac...

Galeria
powiadomic
ORMO wiecznie zywe
fajna laska z tej blon...
[url]http://wpolityce....
tym kapelanom II S nie...
kwiatonosz
ciekawe choroby kaczyń...
to tak jak gra w tusko...
Świetna była ta bajka,...
was? przecież ty jeste...
Najczęściej...
...czytane newsy:
Powitanie ministra Ziobro w Płocku
Zaproszenie na uroczystości
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski w Przasnyszu
Chwila bez polityki, czyli jazda "bez trzymanki"
SKANDAL! CENZURA POLITYCZNA W DZIENNIKU.PL
30 lat temu. "Prawda o płockiej Solidarności"
Wniosek o pozbawienie honorowego obywatelstwa miasta Płocka
Podziękowania
Uciekać przed kryzysem
93 rocznica odzyskania niepodległości w Płocku


...czytane artykuły:
Ruch Społeczny im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego
Postanowienie Sądu Rejonowego w Płocku
Marek Martynowski: Zanim zagłosujesz poznaj mnie i moje poglądy
Forum Młodych PiS w Płocku
Klub GP w Płocku
Apel do radnych
Składowisko odpadów w Rachocinie do zamknięcia?
Złoty słabszy w I kwartale nie tylko od euro, ale i walut regionu
Komenda Miejska Policji w Plocku-odpowiedź
Państwo bez głowy


...oglądane fotki:
p1000098.jpg
zyrardow4_1.jpg
758cb69f3fd1b0a4c2b4abb8bcd3fa85.jpg
32e013d208bd4ab872c69543bdd1041f.jpg
msza10.jpg
msza2.jpg
adsc06958.jpg
terlikowski2.jpg
img_0037.jpg
9_2.jpg

Polub nas na Facebook i poleć stronę znajomym!
Zobacz także
· Płocczanie Bohaterom
· Płocczanie na pogrzebie "Inki" i "Zagończyka"
· Płocczanie na rocznicy katastrofy smoleńskiej
· Płocczanie pamiętają o rocznicy zamachu stanu
· "1914 - 1939 - 1944 - 1989 Płocczanie dla Niepodległej"
· Zawieszenie postępowania ws. obrażania uczuć religijnych. "Nieznani" sprawcy dalej nieznani. Ustalenie adresu IP zbyt skomplikowane dla płockiej prokuratury?
· Płocczanie w drodze i na Marszu Niepodległości 2012
· Płocczanie na Marszu Niepodległości w Warszawie
· Płocczanie na marszu w obronie TV Trwam i wolności słowa; Warszawa 21.04.2012
· Chwila bez polityki: Gdzie znani płocczanie chodzili na randki
· Płocczanie znani i nieznani: Wacław Aleksander Lachman
· Płocczanie znani i nieznani: Władysław Broniewski
· Znani i nieznani płocczanie
· Płocczanie znani i nieznani: rodzina Płoskich
· Płocczanie znani i nieznani: x prałat Seweryn Wyczałkowski
Płocczanie znani i nieznani
PłockLecz, jak ten memoriał w ówczesnych warunkach wojennych przesłać premierowi rządu? Dowiedział się, gdzie jest najbliższy polski sztab, i dowódcy, który przechodził przez Płock na drugą stronę Wisły, dał pismo prosząc, by „dotarło do właściwych rąk”. Ta postawa zdziwiła sztab, który wtedy z podziwem wyrażał się o spokoju Arcybiskupa w realizowaniu swych planów. Zniszczenie Katedry bardzo przebolał. Ale najgorsze było przed Nim. Miał jednak Arcybiskup tę zaletę, że szybko otrząsał się z przygnębienia i obmyślał praktyczne sposoby realizacji snutych nadal zamierzeń, jakby nic nie zaszło. Każdy miesiąc okupacji przynosił coraz to nowe trudności, szykany i zagrożenia. Odczuwał to zarówno Arcybiskup, jak i najbliższe jego otoczenie. Stąd też w niektórych kołach zrodził się pomysł wyjazdu Ordynariusza na teren Generalnej Guberni, konkretnie do Warszawy, gdzie siostry zakonne przygotowały już dla niego odpowiednie mieszkanie. Myśli takie mogły by się niektórym wydawać usprawiedliwione zwłaszcza, że część biskupów z Prymasem Polski znajdowali się w tym czasie już poza granicami Polski. Planami tymi podzielił się arcybiskup Nowowiejski z biskupem Wetmańskim, swoim sufraganem, który potwierdził słuszność wyjazdu Arcybiskupa zarówno na sędziwy wiek jak i szykany, które coraz częściej powtarzały się oraz zadeklarował swoje pozostanie w diecezji, wychodząc z założenia, że jeden z biskupów powinien pozostać na miejscu. Kiedy Arcybiskup usłyszał tę deklarację, natychmiast oświadczył, że i on pozostanie. Tak więc ostatecznie upadła sprawa ewentualnego wyjazdu. Decyzję swą podjął świadomie i dobrowolnie, dając przykład swojego przywiązania do diecezji; zachęcał też księży, aby nie opuszczali swoich placówek parafialnych, ale służyli we wszystkich potrzebach swoim wiernym. Ciesząc się nadal dobrym zdrowiem, z nie niezmordowaną energią obmyślał nowe plany duszpasterskie w zmienionych warunkach.
28 II 1940 roku po zajęciu pałacu, wielogodzinnej rewizji, plądrowaniu nastąpiło wywiezienie do Słupna Arcybiskupa Nowowiejskiego, osadzenie go w budynku szkolnym wraz ze wszystkimi dotychczasowymi mieszkańcami domu biskupiego, a więc biskupa L. Wetmańskiego, ks. prałata L. Wilkońskiego - kapelana i dwóch sióstr zakonnych zatrudnionych w prowadzeniu gospodarstwa.
Pod wpływem obaw na wypadek ewentualnego wywiezienia 6 III 1940 roku Arcybiskup mianował swymi zastępcami w zarządzie diecezją: biskupa Leona Wetmańskiego, księdza prałata Stanisława Figielskiego(po wywiezieniu x abpa był zarządcą diecezji i jedynym proboszczem w Płocku) i księdza kanonika Jezuska. Dnia 2 VI 1940 roku w nocy zmarł nagle na atak serca ksiądz prałat Ludwik Wilkoński; internowany razem z biskupami jako kapelan Arcybiskupa, jego długoletni przyjaciel, oddany mu całą duszą.
Cały czas ksiądz Arcybiskup pracował, przyjmował gości. W I 1941 roku miał wizytę z Łodzi; przyjechał kapelan biskupa Jasińskiego z listem, w którym rządca diecezji łódzkiej pisał, że Ojciec święty, Pius XII pytał o Arcybiskupa Nowowiejskiego: gdzie przebywa, w jakich warunkach, jak się czuje, jaki jest stan jego zdrowia. Ta wiadomość bardzo ucieszyła Arcypasterza, który zawsze miał przywiązanie do Stolicy Apostolskiej i głęboką cześć dla Papieża. Tak samo było
w czasie internowania. 17 II 1941 roku dotarła do Słupna smutna i przygnębiająca wieść, a przywiózł ją ks. Caban, że Niemcy wywożą ludność z Płocka, w tym księży do Działdowa; szukając ks. Wacława Jezuska byli kilkakrotnie w Zakładzie Anioła Stróża. W brutalny sposób aresztowali księży prałatów: A. Modzelewskiego,
P. Dmochowskiego, J. Michalaka i F. Klimkiewicza, rektora Seminarium Duchownego oraz ks. J. Szydłowskiego, profesora Seminarium i
ks. A. Kuśmierczyka, dyrektora Diecezjalnego Instytutu Bractw i Stowarzyszeń Religijnych. Niektórych przy wchodzeniu do ciężarowego auta pobili. Bardzo to przygnębiło Arcybiskupa, gdyż byli to jego najbliżsi pracownicy na różnych odcinkach życia w diecezji. „Ja ocalałem jedynie, mówił ksiądz Caban, że na kilka godzin przed wywiezieniem księży z Płocka zostałem wezwany listem do Słupna. Przyjechałem, jak zwykle, w przeświadczeniu, że widocznie zaszły jakieś sprawy wymagające wyjaśnień. Tymczasem biskup Wetmański oświadczył mi, że mam spędzić w Słupnie kilka dni, abym odpoczął. Byłem zdziwiony wezwaniem bez powodu. Właśnie w dniach mego pobytu w Słupnie nastąpiły aresztowania. Przyszli z listą i po mnie do Zakładu; dowiedzieli się, że jestem w Słupnie. Uprzedził ich ks. Caban przybywając z Płocka na rowerze. a biskup Wetmański z ks. Stanisławem Nasiłowskim odwieźli mnie incognito końmi kilka kilometrów od Słupna, do Święcieńca, gdzie ocalałem; biskupów zaś wywieziono nieco później.”
Ostatniego II lub 1 III 1941 na skutek zarządzenia gminnego urzędnika niemieckiego spisano wszystkich mieszkańców szkoły: obu biskupów, ks. kanonika Zaleskiego, siostry pasjonistki prowadzące gospodarstwo i siostrę pielęgniarkę. Po wywiezieniu księży z Płocka w dniu 17 II słusznie spodziewano się, że ten spis pozostaje w związku z projektem opuszczenia Słupna
Aresztowanie nastąpiło w nocy. Ponieważ nie zdołano szybko otworzyć drzwi lokaj nie wiedział, kto się tak gwałtownie dobija, żandarmi wraz z miejscowymi kolonistami wyważyli je i kazali wszystkim w ciągu 15 minut ubrać się, zabrać zmianę bielizny. Arcybiskup zapytał żandarmów, jakim prawem to czynią. skoro baron von der Than w dniu 2 VI 1940 roku zapewnił, że internowani pozostaną w Słupnie do końca wojny. Lecz ci nie zwracali uwagi na pytania i naglili do pośpiechu. Każdy z księży sam się ubierał, zabierając niezbędne rzeczy Jeden z żandarmów wymierzył do Arcybiskupa z karabinu ponaglając go, by się szybciej ubierał. Arcybiskup odrzekł na to: „Jestem stary, mam 84 lata, czego wy chcecie ode mnie?” Biskupa Wetmańskiego jeden z młodych kolonistów uderzył kijem „zachęcając Go do pośpiechu”.
Tak rozpoczęła się ostatnia podróż arcybiskupa, którego umieszczono na jednym wozie z księdzem S. Nasiłowskim i księdzem S. Cabanem. Na drugim Biskupa sufragana i księdza A. Zaleskiego. Pojechali najpierw do Borowiczek, koło Imielnicy - do gminy gdzie już zwożono ludzi. W budynku gminy były już tłumy, był też proboszcz z Imielnicy ksiądz W. Skierkowski. Gdy tylko spostrzegł wchodzącego Arcybiskupa, podbiegł do niego i posadził go; wszyscy bowiem stali, nie było mowy o siedzeniu wobec panującego ścisku. Po kilku godzinach wywieziono ich wozami do Imielnicy i kazano czekać na mrozie przy kościele. Zwolniono lokaja Arcybiskupa,
B. Kwiatkowskiego, kazano mu iść do Słupna i pilnować dobytku w szkole.
Ks. W. Skierkowski był bardzo przygnębiony. Do Arcybiskupa zbliżył się jakiś starzec spośród uwięzionych i całował go i płakał jak dziecko. Siłą go oderwano, co Arcybiskupa mocno rozrzewniło.
Po uwięzionych wysłano ciężarowe samochody, które miały zawieźć ich do Płocka. Czekano na zimnie przez dwie godziny. Już zaczynało świtać. Wśród żandarmerii panowało zniecierpliwienie. Chcieli pod osłoną nocy dowieźć aresztowanych do Płocka. Ponieważ auta nie nadjeżdżały, sprowadzili furmanki. Dopiero między Imielnicą a Płockiem dokonała się zmiana środka lokomocji: znowu zsiadanie i wsiadanie, które ze względu na wiek Arcybiskupa i zmęczenie nie było łatwe. Przy pojazdach panował tłok. Ktoś spostrzegł, że Arcybiskup stoi i ofiarował mu swoją walizkę, by na niej usiadł. W ścisku aresztowani dotarli do Płocka około 9 rano. Ludzie gromadzili się na ulicach patrząc, jak żandarmi wiozą biskupów, księży, zakonnice i wielu innych. Nikt jednak nie mógł podejść. Biskupów i księży osadzono w podziemiach magistratu, w tak zwanym maglu, a zakonnice i świeckich zaraz wysłano ciężarówkami do Działdowa.
Do piwnicy magistrackiej zwożono księży z całego powiatu płockiego W mieście powstało poruszenie i przygnębienie. Pozostawiono tylko księży przy farze: proboszcza i wikarego. W takich warunkach przebywali biskupi i księża od piątku do soboty do godz. 6 rano. Do ubikacji księża mogli iść tylko w eskorcie esesmanów.
Co spowodowało wywiezienie obu biskupów do ciężkiego obozu
w Działdowie, z którego nikt żywy nie wyszedł, ani oni, ani żaden z księży umieszczonych w dwóch etapach: 17 II i 7 III 1941 roku? Dziś trudno dać odpowiedź na to pytanie. Uwagę gestapo zwróciła zapewne korespondencja Arcybiskupa z nuncjuszem w Berlinie, przesłana przez kapelana wojskowego, która spowodowała jesienią 1939 roku interpelację gestapo w Kurii, na jakie przeszkody natrafiał Arcybiskup w rządach diecezją. Na pewno przeszły przez cenzurę dwa listy pisane do biskupa Spletta w Gdańsku, przesłane pocztą, w których Arcybiskup zajął krytyczne stanowisko wobec zarządzeń biskupa gdańskiego w dekanacie rypińskim. Mogła przyczynić się do tego również akcja pastora Schendla, któremu udało się zapisać na konto Arcypasterza „Głos Mazowiecki” i wszystko to, co o akcji szpiegowskiej pastora pisał ten dziennik. Nie mogła nie oddziaływać akcja Filipa Feldmana, oskarżającego duchowieństwo katolickie zaraz na drugi dzień po internowaniu biskupów w Słupnie. Zwracały też uwagę częste wyjazdy różnych osób duchownych i świeckich oraz sióstr zakonnych odwiedzających Arcybiskupa w Słupnie. Która z tych okoliczności okazała się najważniejsza, tego dziś nie wiadomo.
Najprawdopodobniej zadziałały wszystkie razem. Arcybiskup nie wierzył w taki koniec swego pobytu w Słupnie, zwłaszcza kiedy 2 VI 1940 roku wysoki dygnitarz gestapowski, baron von der Than zapewnił go, że pozostanie w Słupnie do końca wojny i na dowód lojalności pozostawił swój bilet wizytowy. Biskup Wetmański przypuszczał, że wywiezienie nastąpi i często mówił o tym gdy; aresztowano księży z Płocka w dniu 17 II, a później spisano mieszkańców szkoły w Słupnie, był o tym przekonany. Arcypasterzowi o tych przypuszczeniach nie mówiono jednak, by go nie martwić. Deportacja biskupów rozeszła się szybko po całej diecezji i wywołała bolesne wrażenie - poczucie osierocenia. Wszystkich ogarnął lęk, co będzie dalej. Dotąd bowiem, mimo internowania biskupa, istniały ograniczone możliwości komunikowania się z nim i załatwiania wielu spraw.
Dnia 8 III 1941 roku, to jest w sobotę koło południa, niewyspani, jedną noc spędzili w tłoku w ciasnej izbie w Borowiczkach i na drodze przy kościele
w Imielnicy, drugą w podziemiach płockiego magistratu, sterroryzowani, zziębnięci, zgłodniali i trawieni pragnieniem napoju obaj biskupi i 28 księży z powiatu płockiego przybyli do obozu śmierci w Działdowie.
Po ścisłej rewizji i badaniach oraz zrabowaniu różnych posiadanych przedmiotów wprowadzono biskupów i księży do obszernego korytarza frontowego budynku koszarowego. Otworzyły się przed nimi i zamknęły oszklone drzwi dzielące ich cele od reszty tego długiego korytarza. Podzielono ich i wprowadzono do dwóch izb, nr 12 i 13 na parterze, od strony południowej, z widokiem na mur, druty i wartownika. Na drzwiach był napis: w języku niemieckim- klechy. W izbach nie było ani łóżek, ani pryczy, tylko słomiany barłóg starty na sieczkę z nieodłącznym robactwem. Na posłaniach więźniowie siedzieli i spali. Arcybiskup umieścił się w samym rogu izby, piuskę zawiesił nad głową, na wbity w ścianę gwoździu i przykrył się futrem.. Nie było mowy o zmianie bielizny, która powoli darła się na strzępy. Brud i zimno dokuczały zwłaszcza podczas „ćwiczeń”, które odbywały się w krótkim stroju; tylko Arcybiskup, idący na końcu, miał na sobie futro. Brudni, wychudzeni, nieogoleni biskupi i księża zmienili się nie do poznania.
W Wielki Piątek, 11 IV 1941 roku Arcybiskup chwycił się za głowę i upadł uderzony batem przez młodego esesmana. Innym razem, gdy szedł, jak zwykle końcu, podtrzymywany przez księży Zaleskiego i Cabana, spadło mu z ramion futro, którym był nakryty. Podbiegli esesmani bili i kilka razy kopnęli Arcybiskupa. Ci sami podczas innej przechadzki zdarli mu z głowy zimową czapkę unurzali ją w błocie i włożyli mu na głowę. To znowu zdarli futro, umazali je w błocie i włożyli na plecy Arcybiskupa. Pewnego razu prowadzony przez ks. Zaleskiego i biskupa sufragana nie mógł za innymi nadążyć, wtedy esesman bił gumowym batem obydwóch biskupów. Niekiedy znowu na znak upokorzenia kazano biskupom robić porządek w latrynach.
Nie potrafiły złamać Arcybiskupa ani jego osobiste cierpienia, których mu mimo jego sędziwego wieku nie szczędzono, ani znęcanie się nad księżmi, na które codziennie patrzył i głęboko je przeżywał. Bolały go bardzo cierpienia innych, wracając z „przechadzki”, błogosławił więźniów. Duchowa postawa tego niezłomnego Starca, płynąca z ciągłej modlitwy, poczucia biskupiej godności i świadomości, że oczy ludzi w obozie, dręczonych ponad miarę, na niego są zwrócone, jednała mu życzliwość więźniów, ale budziła jednocześnie niechęć i nienawiść straży obozowej. Gdy więc nie potrafiło go zmóc dręczenie podczas „przechadzek”, wystawiono duchową wytrzymałość Jego i biskupa sufragana na ostateczną próbę, która potwierdziła ich nieustraszoną wiarę. Próba ta jak można wywnioskować z zeznań, miała miejsce pod koniec życia Arcypasterza. Zespoliła ona obu biskupów jeszcze silniej, bo związała ich wspólnym cierpieniem. Biskup Wetmański był zawsze lojalnym współpracownikiem, szczerze oddanym Arcybiskupowi. Obydwaj podzielili w obozie ten sam los, oddali swe ofiarne życie za wiarę, której się nie sprzeniewierzyli; nie znieważyli krzyża Chrystusowego mimo gróźb, bicia i tortur.
Czyż nie męczeński był koniec Arcybiskupa Nowowiejskiego? Jeszcze w pierwszych dniach czerwca widziano Arcybiskupa, jak szedł z wielkim wysiłkiem z miską po jedzenie i na przechadzkę, podczas której koledzy młodsi wiekiem ciągnęli go za ręce biegiem. Przez dwa tygodnie przed zgonem nie miał już sił, by wstać. Leżał na barłogu przykryty futrem. Nie przyjmował żadnego posiłku.
Wiadomość o głodowaniu prawie przez całe dwa tygodnie poprzedzające zgon przywiózł również szef policji z Płocka, po powrocie ze swej wizyty w Działdowie w czerwcu. Powiedział wtedy siostrom w Płocku: Mają kłopot ze starym biskupem, bo nic nie chce jeść. Czuł, jak siły go opuszczają. Resztkami sił podniósł się i nadsłuchiwał. Gdy podczas czerwcowej wizyty Griep komendant policji z Płocka rozmawiał z ks. Zaleskim o Płocku i o Zakładzie Anioła Stróża. Przez cały ten czas aż do zgonu codziennie modlił się wspólnie z księżmi i samotnie, gdy byli na „przechadzce”. Prosił Boga o skrócenie Mu cierpień oraz odpuszczenie win oprawcom - zeznaje wspomniany więzień z celi nr 11. Modląc się, jak Chrystus na krzyżu, za swych oprawców, aby im Bóg przebaczył, niezłomny Pasterz upodobnił się w cierpieniu i zgonie do swego Mistrza. Umierał z wycieńczenia, ale przytomnie. W ostatniej chwili udzielił wszystkim błogosławieństwa. Zdaje mi się, że 20 VI dowiedzieliśmy się od księży przez luft kominowy, że Arcybiskup zakończył życie w celi, a przed śmiercią udzielił błogosławieństwa wiernym i więźniom w obozie.
Długo nie ukazywała się urzędowa wiadomość o śmierci Arcybiskupa. Dopiero „Losservatore Romano” z dnia 8 XI 1941 r., nr 261, podało wiadomość, powtórzoną następnie przez organ urzędowy, że,, Dopiero teraz doszła wiadomość o zgonie Biskupa Płockiego w Działdowie w dniu 28 V 1941 roku.
Ksiądz arcybiskup Antoni Julian Nowowiejski zmarł mając 83 lata i 5 miesięcy; 60 lat kapłaństwa i 33 lata biskupstwa jako 81 z kolei biskup płocki a datą śmierci po wielu badaniach stwierdzono na 20 VI 1941 w dzień Uroczystości Najświętszego Serca Jezusowego.
13 czerwca 1999 w Warszawie Jan Paweł II ogłosił arcybiskupa Antoniego Juliana Nowowiejskiego błogosławionym w grupie 108 błogosławionych męczenników.
W tym roku minęła dziesiąta rocznica.
AddThis:

Komentarze
#1 | Igor dnia grudzień 21 2009 16:18:57
tTo juz bylo z milion razy wszedzie, mozna przekleić zapomnianych bohaterów, ale pewnie sie myle
Dodaj komentarz
Nick:

Kod potwierdzający:
Kod potwierdzający


Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Dzisiaj imieniny obchodzą
Rafał, Marcin, Alojzy, Antoni, Areta, Marta
Google +1
Tweetnij nas!
Kanały RSS
Patriotyczna nuta
Play
Radio - TV
  • TV Trwam
  • Radio Maryja
  • Niepoprawne RadioPL
  • Radio Wnet
  • Katolickie Radio Płock
  • Polskie Radio Armii Krajowej "Jutrzenka"
Najnowszy album
· ZO 2016
· Zobacz całą galerie
Losowa fotka
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Aktualnie online
· Gości online: 2

· Użytkowników online: 0

· Łącznie użytkowników: 308
· Najnowszy użytkownik: obogano
Średni ruch dzienny
Odwiedziło ogółem : 25457097
Strona działa od 4207 dni
6051 odwiedzających dziennie
25,457,097 unikalne wizyty